3 wyjątkowe plaże na południe od Londynu

 

Południowe wybrzeże Anglii okazało się bardzo zróżnicowane – oferuje wiele ciekawych miejsc i spokojnie można powiedzieć, że każdy będzie mógł wybrać tam coś dla siebie. Mam nadzieję, że mój wpis pomoże Wam podjąć właściwą decyzję.

Zaraz po tętniącym życiem Hastings, pełnym atrakcji dla dzieci, barów, kawiarni i turystów, trafiliśmy do kilku miejsc bardziej spokojnych, mniej zaludnionych, ale jakże ciekawych.

Wszystkie te miejsca znajdują się około 120-130 km od centrum Londynu, czyli podróż do nich zajmuje około 2 godzin. Możecie więc wybrać się tam na rodzinny weekend lub pomyśleć o dłuższych wakacjach. A może tak jak my, zobaczycie je wszystkie?

 

Winchelsea – plaża dla wielbicieli kempingów

Winchelsea to małe miasteczko, słynące przede wszystkim z pól kempingowych. Dla nas było bazą wypadową do zwiedzania innych miejsc w jego pobliżu.

W Winchelsea plaża jest oczywiście kamienista i w dodatku o dość dużym nachyleniu, co utrudnia długie spacery. Na szczęście na szczycie plaży znajduje się bardzo przyjemna ścieżka, którą można chodzić po płaskiej nawierzchni.

Tak jak w Hastings i tutaj dzieci świetnie bawiły się na kamienistej plaży – wrzucaniu kamieni do morza nie było końca!

 

 

Winchelsea jest to miejsce bardzo kameralne, którego nazwanie Kurortem byłoby wielkim nadużyciem 😉 Chociaż istnieje tam jeden dobrze zaopatrzony supermarket, a nawet zauważyłam salon fryzjerski. Myślę, że jest to miejsce dla osób, które cenią sobie mniej zaludnione tereny i nie stawiają się na dodatkowe atrakcje podczas plażowania. Winchelsea może być także świetną bazą noclegową przy nisko budżetowych wakacjach. 

My właśnie w Winchelsea znależliśmy bardzo niedrogie przez pole kempingowe, a właściwie caravaningowe, które potraktowaliśmy jako świtny punkt startowy do odwiedzenia pozostałych miejsc. Jeśli jesteście ciekawi jak to wyglądało, koniecznie przeczytajcie mój wpis o caravaningu w Anglii. 🙂

 

Camber Beach – piaszczysta plaża na południowym wybrzeżu Anglii

To miejsce słynne na całym południowo-wschodnim wybrzeżu Anglii, a to dlatego, że właśnie tam znajduje się jedna z nielicznych, naturalnych, piaszczystych plaż w tamtych okolicach. Tak, z prawdziwym piaskiem, a nie kamyczkami. Na Camber Beach można w końcu beztrosko chodzić na bosaka i właściwie wykorzystać plastikowe łopatki i wiaderka.

 

 

Dla nas to był miło spędzony dzień w warunkach bardzo przypominających plaże Bałtyku. Zaskoczyło nas tylko to, że podczas naszego pięciogodzinnego plażowania, woda “cofnęła się” o kilkdziesiąt metrów. I tak, po przyjściu rozłożyliśmy się tuż nad brzegiem, by potem z daleka obserwować miejsce gdzie morze łączy się z piaskiem. Ma to jednak jeden naprawdę duży plus: dzięki temu tworzy się bezpieczna mielizna, w której dzieci mogą bawić się do woli.

 

Camber Beach jest rozległa, więc można odbyć też miły spacer po piaszczystym brzegu (przy okazji znaleźć kilka ładnych muszelek, które uwidaczniają się podczas odpływu)  i dla każdego plażowicza znajdzie się wystarczająca ilość miejsca. Zastanawiam się tylko jak to jest w lipcu lub sierpniu, bo skoro to jedna z dwóch piaszczystych plaż w okolicy (druga nazywa się Greatstone Beach), mogę się tylko domyślać jej popularności w szczycie sezonu. A może to tylko moje, polskie przywiązanie do piaszczystych plaż i reszta osób wybiera jednak te kamieniste? Jeśli ktoś z Was był tam w czasie wakacyjnych miesięcy, proszę o cynk. 🙂

UWAGA: Jeśli nie zdecydujecie się na nocleg w tej miejscowości, do plaży można dojechać samochodem i zostawić go na jednym z dwóch płatnych parkingów (1,5 £/h). W ich okolicy można też znaleźć kilka barów i sklepików.

 

Dungeness – kamienista pustynia na cyplu

To miasteczko, do którego trafiliśmy nieco przypadkiem – przyciągnęła nas tam latarnia morska. Poza tą atrakcją istnieje możliwość przejażdżki wąskotorową kolejką parową, która zatrzymuje się na kilku nadmorskich stacjach. My ostatecznie nie zdecydowaliśmy się na to, w obawie przed zimnem (tego dnia akurat pogoda nie dopisała), ale więcej informacji na ten temat znajdziecie na oficjalnej stronie.

 

 

Oprócz tego Dungeness słynie z tego, że znajduje się tam aktywna Elektrownia Atomowa (i jeszcze jedna już niedziałająca). Nie sposób przegapić tego ogromnego budynku, ponieważ widoczny jest włąściwie z każdego punktu w miasteczku. Jako, że w Polsce nie mamy jeszcze takiego źródła energii, to także może być ciekawy punkt Waszej wycieczki.

UWAGA! Istnieje możliwość zwiedzenia już niedziałającej elektroni atomowej, ale po pierwsze tylko dla osób powyżej 8 roku życia, a po drugie taką wizytę trzeba zaplanować minimum 3 tygodnie przed jej terminem. Więcej informacji na ten temat znajdziecie na oficjalnej stronie

 

 

Dungeness jest bardzo małym miasteczkiem –  tylko kilka chatek rybackich i domków letniskowych. Pewnie na brak turystów wpływa bliskość wyżej wspomnianej Elektrowni Atomowej i gdyby nie kolejka oraz latarnia morska, to nikt by tam nie zaglądał. A szkoda, bo miejsce jest bardzo malownicze i klimatyczne, znajduje się zresztą na końcu cypla nad kanałem La Mange. 

 

 

Właśnie klimat tego miasteczka, jest czymś co dosłownie poraziło mnie podczas wizyty tam. To coś, co będę wspominać bardzo długo. Dungeness wygląda nieco jak opuszczona wioska, jak wymarłe miasteczko, które powoli wraca do normalności po jakiejś strasznej klęsce żywiołowej. Panuje tam wręcz niespotykana cisza i spokój – tylko kilku wędkarzy na plaży i  tylko kilku turystów snujących się pomiędzy latarnią morską, a kolejką.

 

 

Rozległa plaża jest kamienista i bardzo stroma. Zresztą kamienie ciągną się jeszcze długo, długo poza nią i to właśnie na nich wybudowane są rybackie chaty i domki turystyczne. Ten nieco poapokaliptyczny obraz dopełniony jest przez wcześniej wspomnianą elektrownię atomową i pomalowaną na czarno latarnię morską.

My dodatkowo trafiliśmy tam w nieco szaro-bury dzień, co jeszcze potęgowało to uczucie tajemniczości, może nawet pewnego niepokoju. Może to być niezaprzeczalny plus dla kogoś, kto chce odpocząć z dala od zgiełku i cywilizacji, na przykład z wędką w ręku. Nie sądzę jednak, żeby to było atrakcyjne miejsce na dłuższy pobyt z dziećmi. Jednak jeśli będziecie przejazdem w tej okolicy, to warto zatrzymać się w Dungennes, by zobaczyć to miejsce, które jest bardzo wyjątkowe i poczuć ten niepowtarzalny klimat. 

 

 

Jednym miejscem tętniącym życiem jest tamtejsza restauracja (Britannia Inn), do której trafiliśmy na pyszne fish ‘n’ chips. Nic dziwnego, że cieszy się ona dużą popularnością skoro jest jedną z dwóch restauracji w Dungeness i jedyną w charakterystycznym angielskim klimacie. Jedyny jej minus to ceny, które okazały się iście londyńskie 😉 Ale tak to już jest jak ma się monopol na dobre jedzenie w swoim miasteczku.

 

Zajrzyj na nasz Instagram – zwiedzamylondynzdziecmi:

 

Po pięciu intensywnych, ale przyjemnych dniach naszego zwiedzania południowo-wschodniej części angielskiego wybrzeża udaliśmy się na weekend do Dover. Pewnie większość z Was kojarzy to miasto z promami płynącymi na kontynent. My postanowiliśmy zobaczyć co ponad to ma do zaoferowania to słynne miasto portowe.

 

AutorOla

  1. Wybieram się z córką (już 16 letnią) do Londynu na 10 dni. Wiem, że to niewiele na zwiedzenie całego miasta ale zawsze to coś… Po obejrzeniu tych plaż zastanawiam się czy nie wyskoczyć na jeden dzień nad morze? Tylko czy dojadę tam np pociągiem?

    1. Witaj Ewo, fajnie, że trafiłaś na mojego loga 🙂 Przyznam, że 10 dni to naprawdę sporo na wycieczkę do Londynu i przy dobrze zaplanowanym czasie będziecie mogły naprawdę dużo zobaczyć.

      Co do oszczędności to właśnie jestem na etapie pisania nowego wpisu o promocjach na bilety wejściowe na londyńskie atrakcje. Można na nich naprawdę sporo zaoszczędzić. Myślę, że będzie gotowy do końca tygodnia, więc zapraszam do lektury.

      Myślę, że wyjazd nad angielskie morze to dobry pomysł, żeby odpocząć i poleniuchować. No i zjeść tradycyjną fish and chips 😉 Poza tym brytyjskie morze, szczególnie to blisko Londynu jest zupełnie inne niż Bałtyk, więc to także może być wycieczka krajoznawcza.

      Oczywiście prawie do każdego miasteczka w Anglii można dojechać pociągiem, ale w Waszym przypadku chodzi jeszcze o to, żeby to nie zajęło pół dnia. Dlatego proponuję Ci przyjrzeć się bliżej plaży przy mieście Southend-on-sea. Właśnie sprawdziłam i można tam dotrzeć w około 1,5 godziny pociągiem z Londynu, w odróżnieniu od np. Brighton gdzie podróż zajmie około 3.

      Jeszcze nie opisałam tego miejsca na blogu, bo byliśmy tam w zeszły weekend, ale to jest takie typowy nadmorski brytyjski kurort, plaża piaszczysto kamienista, odpływ na 300 metrów i moc atrakcji dla każdego:wesołe miasteczko, najdłuższe na świecie molo i masa knajpek. Myślę, że warto coś takiego zobaczyć.

      Jeśli będziesz miała jeszcze jakieś pytania pisz śmiało,
      Pozdrawiam,
      Ola

  2. od kilku lat moja psipsióła mieszka w Londynie. wstyd ale jeszcze u niej nie byłam…planujemy odwiedziny na jesien tego roku. Morze o tej porze wg ma inny urok:) chętnie przy okazji zwiedzania miasta zajrzę i tam 🙂

  3. Piaszczysta Plażaaa <3 Z pewnością moja droga tam postanie !
    Mieszkam w UK i narazie niestety nie wybiorę się nad nasze piękne Polskie Morze, w zamian więc postawię na Camber Beach – Dziękuję za info 😀

  4. Chyba pierwszy raz spotykam się z wpisem o plażach niedaleko Londynu. Z reguły każdy skupia się na samym mieście. Fajne zestawienie. Dla dzieci plaża, kamyki i piasek to na pewno niezła frajda.

  5. Z niecierpliwością czekam na wpis o caravaningu w Anglii i informacji o cenach hoteli. Może warto jednak odbyć podróż samochodem przez kanał i trochę pozwiedzać.

    1. Jeśli planujecie dłuższe zwiedzanie Wielkiej Brytanii (a nie tylko Londynu) to samochód jest dobrym pomysłem. Na pewno będzie to atrakcyjniejsze cenowo, niż wypożyczenie go na miejscu. A wpis o caravaningu już niebawem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *