Zbieramy truskawki pod Londynem czyli Farma Pick-Your-Own

 

Lato w pełni! Stragany aż uginają się pod ciężarem przeróżnych soczystych owoców i jędrnych warzyw. My całą rodziną uwielbiamy te letnie dary natury (choć nie wszyscy te same) i nasza obecna dieta zawiera ich spore ilości. Dlatego postanowiliśmy, że idealnym pomysłem na spędzenie niestandardowego dnia na świeżym powietrzu będzie odwiedzenie gospodarstwa z owocami i warzywami, które można samodzielnie zbierać do koszyczków, ale także zjadać prosto z krzaka 🙂

 

Taka farma z owocami i warzywami bardzo przypomina mi ogródek działkowy mojej Babci, która z pasją i zamiłowaniem uprawia na nim najsmaczniejsze owoce i warzywa jakie znam.

Oczywiście skala samego przedsięwzięcia jest zupełnie inna, bo na angielskiej farmie znajdują się całe pola truskawek, wielkie sady czereśni i jabłoni czy długie alejki porośnięte po obu stronach wysokimi krzakami malin. Jednak możliwość zebrania ich samodzielnie, a przede wszystkim zjedzenia “czegoś” prosto z krzaczka jest tak samo przyjemna i satysfakcjonująca.

 

 

Niestety mieszkając w Londynie nie mamy możliwości załapać się na babcine pyszności, a przecież smaki dzieciństwa pozostają z nami na zawsze. Dlatego właśnie bardzo zależało nam na tym, żeby i nasze dzieci poznały smak świeżej truskawki, która jest jędrna i soczysta zarazem, bo nie musiała przebyć długiej drogi z farmy do skupu, ze skupu do hurtowni, a dopiero z hurtowni do sklepu, gdzie czeka godzinami w plastikowym pojemniku na swojego nowego właściciela.

 

 

Wizyta na farmie pick-your-own była świetną zabawą dla naszych dzieci i miała spore walory edukacyjne. Oprócz tego, że zobaczyły dzięki temu jak rosną warzywa i owoce (że truskawka to na krzaczku, czereśnia na drzewie, a burak w ziemi), to nawet nie przypuszczałam, że zapełnianie koszyczków przyniesie im tyle radości i satysfakcji. Chociaż zdradzę Wam, że najwięcej zaangażowania wyzwoliło w nich łuskanie bobu. 🙂

DOBRA RADA: Świeże owoce są soczyste, a sok z nich lubi ciec po brodach, rękach i łokciach. I tak właśnie powinno być, więc ubierzcie się wygodnie i liczcie się z truskawkowymi plamami na bluzkach!

Dla mnie hitem okazał się, młody, zielony groszek, którego smak jest moim osobistym wspomnieniem z dzieciństwa. Wyjadaniem małych zielonych kuleczek z niepozornych strączków zaraziłam całą rodzinę 🙂

 

Jak znaleźć najbliższą farmę Pick-your-own Fruit?

 

Takich gospodarstw w okolicach Londynu jest kilka. Najlepiej znaleźć taką, która jest blisko waszego miejsca zamieszkania.

Najłatwiej zrobić to oczywiście za pomocą strony google maps. Wpiszcie tam “pick-your-own farm” i wybierzcie tę farmę, która znajduje się najbliżej Was.

My wybraliśmy się na Copas Farm.

 

DOBRA RADA: Przed wizytą koniecznie sprawdźcie na stronie farmy jakie owoce i warzywa są na niej obecnie dostępne i czy można podjadać podczas zbierania 😉

 

 

Festiwal owoców czyli jesz ile chcesz…

W szczycie sezonu na farmach pick-your-own organizowane są tzw. FESTIWALE OWOCÓW. Jest to konkretny dzień w którym:

  • musicie zapłacić za wejście (w przypadku Copas Farm: 6£ od osoby dorosłej i 4£ za dziecko), ale
  • podczas wizyty możecie jeść ile chcecie i co chcecie
  • za owoce i warzywa, które zabierzecie ze sobą do domu zapłacicie 50% ceny
  • na terenie plantacji można zorganizować sobie piknik

 

W innych dniach wejście na farmę jest bezpłatne, ale ceny owoców wyższe, no i nie można oficjalnie podjadać. 😉

Festiwal owoców to idealny czas na odwiedzenie farmy pick-your-own z dziećmi. Przede wszystkim dlatego, że tylko wtedy można zjadać każde ilości owoców prosto z krzaczka lub drzewa, a ja nie wyobrażam sobie, żeby nasze dzieci wytrzymały z konsumpcją aż do momentu wyjścia. W ten sposób codzienną dawkę niezbędnych witamin przyjęły już na farmie. Nie będzie też tajemnicą, że i my (rodzice) nie pozostawaliśmy w tyle w tym temacie.

 

Poza tym jeśli szykujecie się na robienie dżemów, marmolad lub innych przetworów to jest najlepsza okazja do zakupy dużych ilości najświeższych owoców i warzyw w konkurencyjnych cenach.

 

Pick-your-own w praktyce…

Ogólnie bardzo podoba mi się pomysł stworzenia miejsca, gdzie całymi rodzinami można zbierać i zjadać najświeższe owoce i warzywa. Uważam, że to świetny sposób na spędzenie wolengo czasu, szczególnie dla dzieci mieszkających całe swoje życie w dużym mieście, które truskawki czy maliny znają przede wszystkim z półek w supermarkecie.

 

Jednak ciągle myślę o tym jak wiele owoców i warzyw jest marnotrawiony podczas takiego festiwalu. Podczas naszej wizyty widziałam ludzi skracających sobie drogę przez grządki z sadzonkami warzyw, którzy nie patrząc pod nogi zadeptywali rośliny; widziałam osoby wpinające się się na drzewa i łamiące gałęzie tylko po to, aby dotrzeć do najładniejszych czereśni; widziałam w końcu kilogramy truskawek wysypywanych na dróżki, bo były mniej okazałe niż te spotykane później.

Po kilku godzinach najazdu amatorów owoców farma wyglądała jak pole bitwy – bitwy o najdorodniejsze plony.

 

Zdaję sobie sprawę, że takie straty wliczone są w cenę takiego przedsięwzięcia i właściciele farmy nie zbankrutują przez “kilka rozgniecionych owoców”, ale to przecież nie usprawiedliwia braku szacunku do ich pracy oraz bezsensownego marnowania darów natury. 

 

 

UWAGA! Plantacje są duże, ale nadal mają ograniczoną ilość dojrzałych owoców i warzyw. Poza tym biorąc pod uwagę spustoszenie jakie powodują tabuny przewijających się tam osób, na festiwal owoców wybierzcie się raczej w pierwszych godzinach otwarcia farmy, bo póżniejszym popołudniem może nie wyglądac to juz tak okazale. 

 

Jeśli lubicie takie klimaty i spędzanie rodzinnego czasu na łonie natury to szczerze polecam Wam także wizytę na londyńskiej farmie ze zwierzętami hodowlanymi – Mudchute Park and Farm. 

 

Artykuł ukazał się na największym portalu polonijnym w Europie:
londynek.net

AutorOla

  1. Nie jestem zaskoczona brakiem szacunku. Wystarczy się przejść po sklepie z ubraniami w Londynie, żeby wiedzieć, że spora część towaru leży na podłodze, bo ludziom nie chce się odłożyć, a pracownicy nie nadążają sprzątać.
    Nie słyszałam o takich farmach dotąd, a mieszkam w UK od dwóch lat.
    Wydaje mi się, że pominęłaś jedną ważną kwestię (szczególnie dla mnie). Jak wygląda sprawa z robactwem? Wiem, wiem… jestem mieszczuchem 😛

    1. Hahaha, to dobre pytanie! Już odpowiadam najlepiej jak potrafię: Zdarzają się robaczki w owocach, ale jak to sie mówi, co nas nie zabije to nas wzmocni 😉 A tak serio, to nie jest to jakiś duży problem. Poprostu trzeba patrzeć na to co się zjada. A takie niespodzianki w owocach zdarzają się sporadycznie. 🙂

      Z tym nieładem w sklepach niestety masz rację 🙁

        1. My byliśmy dokładnie na tej: Copas Farm, CALVES LANE FARM, BILLET LANE, IVER, BUCKINGHAMSHIRE SL0 0LU (link do strony znajduje się we wpisie), ale tak jak napisałam najlepiej znaleźć taką farmę blisko siebie. Jest ich kilka pod Londynem.

  2. Wow, taki dzień na farmie pick-your-own musi być wspaniały. Nawet nie sądziłam, że może istnieć coś podobnego. Widać też niesamowitą radość na twarzach dzieci! Doświadczanie to najlepszy sposób na naukę i zabawę równocześnie 🙂

    1. To był bardzo udany dzień. Wszyscy świetnie bawiliśmy się na tej farmie. Masz rację, też uważam że nauka przez zabawę jest najlepsza!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *